„Biedronka zrobiła ze mnie złodzieja”. Klient żąda przeprosin i 10 tys. zł

Publicznie oskarżony o kradzież, wyprowadzany ze sklepu i objęty zakazem wstępu. Teraz walczy o swoje dobre imię

Czy zwykłe zakupy mogą zamienić się w publiczny proces bez dowodów? Zdaniem Pawła Ruteckiego – tak właśnie stało się w jednym ze sklepów sieci Biedronka w Olsztynie. Mężczyzna twierdzi, że został publicznie oskarżony o wielokrotne kradzieże, upokorzony na oczach klientów i bezprawnie usunięty ze sklepu. Teraz, reprezentowany przez kancelarię mec. Lecha Obary, wystąpił do Jeronimo Martins Polska S.A. z przedsądowym wezwaniem do zapłaty i usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych.

Gdzie jest twój kolega? Razem tutaj kradniecie

Do zdarzenia miało dojść 17 kwietnia 2026 roku w sklepie Biedronka przy ul. Bartąskiej w Olsztynie. Jak wynika z wezwania skierowanego do spółki, kierowniczka zmiany miała publicznie zarzucić klientowi dokonywanie kradzieży, a nawet sugerować, że działa wspólnie z inną osobą.

Według relacji Pawła Ruteckiego oskarżenia padły przy innych klientach, bez przedstawienia jakichkolwiek dowodów. W pewnym momencie pracownik sklepu miał odebrać mu koszyk zakupowy, a następnie nakazać opuszczenie placówki. Na miejsce został wezwany pracownik ochrony.

– Nie można publicznie piętnować człowieka i przypisywać mu działalności przestępczej wyłącznie na podstawie przypuszczeń. W państwie prawa każdy ma prawo do godności, dobrego imienia i rzetelnego wyjaśnienia sytuacji – podkreśla mec. Lech Obara, pełnomocnik Pawła Ruteckiego.

Monitoring miał rozwiać wątpliwości

Klient od początku domagał się sprawdzenia monitoringu oraz wezwania Policji. Jak wynika z dokumentów, po złożeniu oficjalnej skargi spółka miała przeanalizować zapis kamer, dane sprzedażowe oraz wyjaśnienia pracowników.

Najważniejszy wniosek? Według treści wezwania sama spółka miała potwierdzić, że nie doszło do żadnej kradzieży, a klient dokonywał zakupów prawidłowo.

Biedronka przeprosiła i wręczyła bon na 100 zł. Klient: To nie rekompensata, to kolejna zniewaga

W międzyczasie Biedronka skierowała do klienta przeprosiny oraz przyznała mu bon zakupowy o wartości 100 zł. Jednak zdaniem Pawła Ruteckiego taka forma zadośćuczynienia nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale wręcz potęguje poczucie krzywdy.

– Otrzymałem przeprosiny i bon na 100 zł. Szczerze mówiąc, ta kwota mnie obraża. Nie chcę od Biedronki żadnych pieniędzy dla siebie, bo żadne 100 zł nie zrekompensuje publicznego poniżenia i potraktowania mnie jak złodzieja. Chodzi o przywrócenie dobrego imienia i o to, żeby nikt więcej nie został tak potraktowany – podkreśla Paweł Rutecki.

Mimo przeprosin – jak twierdzi pełnomocnik – skutki publicznego oskarżenia pozostały.

– Jeżeli przedsiębiorca po własnej analizie przyznaje, że klient niczego nie ukradł, to tym bardziej powstaje pytanie, dlaczego doszło do tak daleko idącej i upokarzającej interwencji. Nie można naprawić takiego naruszenia kuponem rabatowym czy symboliczną rekompensatą – mówi mec. Obara.

Żądanie: przeprosiny i 10 tysięcy złotych na cel społeczny

W przedsądowym wezwaniu skierowanym do Jeronimo Martins Polska S.A. pełnomocnik domaga się:

- oficjalnych przeprosin od kierownictwa sklepu

- przeprosin podpisanych przez przedstawiciela władz spółki

- publicznego wywieszenia przeprosin w placówce, w której doszło do zdarzenia,

- wpłaty 10 tys. zł na cel społeczny (Stowarzyszenie Patria Nostra).

Co istotne, Paweł Rutecki nie domaga się wypłaty pieniędzy na swoją rzecz. Żądana kwota ma zostać przekazana na cel społeczny, co – jak wskazuje jego pełnomocnik – pokazuje, że celem postępowania nie jest osiągnięcie korzyści finansowej, lecz uzyskanie adekwatnej reakcji na naruszenie dóbr osobistych.

Według kancelarii naruszone zostały dobra osobiste klienta, w szczególności jego cześć, dobre imię, godność, wolność oraz nietykalność osobista.

Co mówi prawo?

Sprawa opiera się na przepisach art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego, które chronią dobra osobiste człowieka, oraz art. 448 k.c., pozwalającym dochodzić rekompensaty za ich naruszenie.

– Orzecznictwo sądów od lat wskazuje, że bezpodstawne oskarżenie klienta o kradzież może stanowić poważne naruszenie dóbr osobistych. Szczególnie wtedy, gdy odbywa się publicznie i bez należytej weryfikacji faktów – wskazuje mec. Obara.

Pełnomocnik powołuje się również na wcześniejsze wyroki sądów, które przyznawały klientom rekompensaty za niesłuszne podejrzenia o kradzież oraz nieuzasadnione zatrzymania w placówkach handlowych.

Sprawa może trafić do sądu

Kancelaria wyznaczyła spółce 14 dni na spełnienie żądań. Jeśli do tego nie dojdzie, sprawa ma zostać skierowana na drogę postępowania sądowego.

– Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o standard traktowania klientów. Żaden konsument nie powinien być publicznie upokarzany bez dowodów. Jeśli takie sytuacje pozostaną bez reakcji, mogą powtarzać się wobec innych osób – podsumowuje mec. Lech Obara.

Sprawa już teraz budzi duże emocje, bo dotyczy fundamentalnego pytania: gdzie kończy się prawo sklepu do ochrony swojego mienia, a gdzie zaczyna się prawo klienta do godności i dobrego imienia

Aneta Markowska

 

Dodawanie komentarzy zostało wyłączone