Trzy tysiące terytorialsów w warmińsko-mazurskim

Ponad 130 osób przekroczyło bramę 43 batalionu lekkiej piechoty w Braniewie, aby rozpocząć szkolenie. Tym samym liczba żołnierzy służących w 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej przekroczyła 3 tys. żołnierzy.  

Choć motywacje wstąpienia do wojska bywają różne, to większość twierdziła zgodnie: żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej są najbardziej postrzegani jako przydani w sytuacjach kryzysowych. Ta możliwość niesienia pomocy, a także możliwość dania innym poczucia bezpieczeństwa jest motorem napędowym dla tych, którzy postanowili spędzić ferie w mundurze.

 

„Ferie w mundurze” – tak właśnie jest nazywane zimowe szkolenie wojskowe, które odbywa się w kompanii szkolnej 4W-MBOT, na terenie 43blp w Braniewie. Od początku propozycja odbycia szkolenia była skierowana głównie do ludzi młodych – uczniów i studentów. Stąd nie dziwi fakt, że aż 100 osób to kandydaci w przedziale wiekowym od 18 do 20 lat.

 

Tradycyjnie już obok uczniów mundur założyli... nauczyciele. Wśród nowo przyjętych znalazła się nauczycielka muzyki w szkole podstawowej, nauczyciel matematyki i fizyki, a także pani przedszkolanka.

 

Służba w Wojskach Obrony Terytorialnej staje się coraz bardziej rodzinna – duża część młodych ludzi ma już w WOT rodziców. Inni deklarują, że członkowie ich rodzin także rozważają rozpoczęcie służby.

 

Ale są też takie osoby, których wiedza o Wojskach Obrony Terytorialnej nie jest wciąż duża. Duża natomiast jest chęć sprawdzenia się.

— Do wstąpienia do wojska skłoniła mnie trudna sytuacja, która panuje obecnie w kraju i chęć pomocy i wspierania tych, którym mogę nieść pomoc — mówi Ewa Jackowska. — Mam wykształcenie medyczne i wiem, że mogę się przydać. Zastanawiałam się nad wstąpieniem do WOT od zeszłego roku. Ale starałam się nie nastawiać na nic, nie czytać, chcę sama przeżyć to szkolenie po swojemu. Dam radę, jestem silną, zdyscyplinowaną, stanowczą kobietą, więc na pewno dam radę.

 

Innym natomiast kandydatem, wiedzącym, co może go czekać i jakie są realia związane ze służbą w wojsku jest st. sierż. Mariusz Zawadzki, który odbywać będzie 8-dniowe szkolenie wyrównawcze.

— Ze względów rodzinnych musiałem zrezygnować ze służby zawodowej — mówi pan Mariusz. — Służba w obronie terytorialnej daje mi możliwość zajęcia się rodziną. Byłem w wojsku 22 lata i dokładnie znam wojsko. Ale chcę też zobaczyć, jak tutaj jest.

 

Szkolenie (zarówno 16-dniowe – podstawowe, jak i wyrównawcze) to na pewno duża przygoda. Ale nie zabawa. Każdy dzień wypełniony jest licznymi zadaniami. Nie ma czasu na nudę. Już pierwszego dnia ochotnicy musieli zmierzyć się z egzaminem z wychowania fizycznego, następnie pobrać umundurowanie i wyposażenie (w tym plecak, śpiwory, karimatę czy bieliznę) oraz wypełnić niezbędne dokumenty. W kolejnych dniach otrzymają broń, z którą nie będą rozstawać się przez cały dzień i całą noc. W trakcie szkolenia będą strzelać, uczyć się poruszania w terenie (na podstawie map, kompasu, określonych warunków pogodowych) – w marszu ubezpieczonym (czyli jak się poruszać, żeby nie być zauważonym, jak nie wpaść w zasadzkę, jak się bronić, jak atakować), opanują także zasady udzielania pomocy medycznej na polu walki. Oprócz tego poznają elementy walki wręcz, obsługę radiostacji, przejdą również szkolenie saperskie.

 

„Szesnastka” zakończona zostanie przysięgą – wyjątkowym wydarzeniem dla żołnierza i jego bliskich. Przysięga odbędzie się w Braniewie, 6 lutego.

(WAN)

Komentarze (0)

Dodaj swój komentarz